Poza wyjazdami, zwiedzam także Internet. Na portalu społecznościowym, gdzie, póki co, moja "Kuchnia Kuronia" sobie funkcjonuje, wiele osób udziela się, pyta, wysyła wiadomości. Tu także dostrzegam "perełki", o których wspominałem wcześniej. Odwiedzam ich blogi kulinarne. Od chwili, gdy tylko otwierają się ich strony-blogi, podświadomie czuję zapachy smaczności, które zrobili. Tysiące pięknych zdjęć. Smakowitych ujęć ich pracy, pasji, którą pieczołowicie ułożyli na talerzu. Pokazują, że jest coś, co ich cieszy. Tak, jak mnie. Gotowanie.
Smakują życie. Każdego dnia spędzają godziny, minuty.. chwile w kuchni. Czasami tylko myślami, pędząc między pracą, a domem. Między przedszkolem, a spotkaniem z kontrahentem. Między chorobą dziecka, a jego pracą domową. Czasami, tuż przed albo tuż po, zamykają się w swoim świecie, działając, pichcąc, przyprawiając, eksperymentując. Potem my, czyli ci, którzy mają szczęście trafić do ich kącików, możemy podziwiać, jak wiele serca potrafią przekazać w kilku słowach, zdjęciach, przepisach.
Fajnie czasem wejść i zobaczyć, że ktoś skorzystał z przepisu mojego Ojca, a czasem i mojego. Zapewne, gdyby mój Ojciec żył, bardzo by się cieszył, że gotowanie jest popularne, że wiele osób odnalazło w tym swoją pasję, że daje tyle radości. U nas w domu zawsze kuchnia była miejscem, które jednoczyło. Cokolwiek się stało, byliśmy tam razem. Moja teściowa dla odmiany mawia, gdy pokłóci się z mężem, że "na jedzenie się nie obraża". Coś więc w tym jest.
Mam nadzieję, że jedzenie nadał będzie łagodziło obyczaje, że będzie tym, co nas będzie łączyć, nie dzielić. Osobiście trzymam za Was kciuki, kochani. Smakujcie życie, gotujcie i dzielcie się swoimi potrawami, odkryciami kulinarnymi, pomysłami. Cytując bowiem Geaorge'a Bernarda Shaw'a "Nie ma bardziej szczerej miłości, niż miłość do jedzenia".
