O autorze
Jestem szefem kuchni i entuzjastą kulinariów. Doświadczenie zdobywałem u boku ojca - Macieja Kuronia oraz w wielu restauracjach w Polsce i za granicą. Edukowałem się w prestiżowej szkole kulinarnej - Le Cordon Bleu w filii londyńskiej.

Szczególnie interesuje mnie tradycyjna kuchnia polska oraz historia kulinariów. Jedzenie traktuję nie tylko, jako pewną świadomość smaku, receptur i produktów, ale także jako płaszczyznę do komunikowania się i relacji z bliźnimi - nie jestem jednak osobą, która rozmawia wyłącznie na temat kulinariów! Interesuję się sportem, dobrym filmem, świetną muzyką i (po dziadku) jestem wrażliwy na ludzką krzywdę, więc sprawy społeczne są mi wyjątkowo bliskie.

Od 5 lat prowadzę z żoną "Kuchnię Kuronia", gotując na pokazach oraz warsztatach kulinarnych w całej Polsce. Staram się propagować zdrowy styl życia, świadome odżywianie i szacunek do produktu.

Mam 3 przygarnięte i mocno doświadczone przez życie psy, które kocham całym sercem, mimo, że dają się nam w domu mocno we znaki - zwłaszcza niewidomy i nadpobudliwy Homer.

moja oficjalna strona: www.kuchniakuronia.pl

Przyprawami w najuboższych (czyli komu przeszkadzają bary mleczne?)

Kierownik Baru w Barze Gdańskim
Kierownik Baru w Barze Gdańskim
Być może pytanie jest na wyrost i węszę spisek lub celowość działań nie tam gdzie trzeba. Jednak z ciekawością, ale i zażenowaniem, obserwuję ostatnie poczynania Ministerstwa Finansów wobec barów mlecznych. Podejrzewam, że większość z Was słyszała o kłodach rzucanych przez ministerialnych urzędników tym placówkom gastronomicznym. Tym, którzy nie słyszeli, przypomnę w telegraficznym skrócie.

Fiskus kontra przyprawy

Problemy zaczęły się około 1,5 roku temu, kiedy to urzędnicy zaczęli inaczej interpretować obowiązujące przepisy. Wcześniej nie było problemu, gdy zupa została ugotowana na wywarze mięsnym lub na kościach, a pierogi okraszone były skwarkami. Jednak w pewnym momencie, ktoś uznał, że to niedopuszczalne. Zostały uruchomione organy kontrolne, które stwierdziły, że bary mleczne, m.in. z powodu owych skwarek, rozliczają się nieprawidłowo i mają zwrócić przyznane im dotacje. Z dnia na dzień właściciele tych przybytków dowiedzieli się, że są winni Fiskusowi kwoty idące w dziesiątki tysięcy złotych. Oczywiście mogli się odwoływać (to jednak długo trwa…) i większość z nich to zrobiła, więc koniec końców pieniądze odzyskali. Pomimo tego, wiele lokali zostało zamkniętych, a część z dotacji zrezygnowała. Lokali tych nie ma, niesmak po aferze pozostał.
Kiedy sytuacja się nieco naprostowała, na początku tego roku, Ministerstwo wykazało się kolejnym bublem, który niesie ze sobą te same konsekwencje. Od 1 stycznia 2015 roku bary mleczne nie mogły stosować przypraw. Jedyną dopuszczalną formą doprawiania było używanie soli. Jeżeli ktokolwiek zdecydował się dodać np. majeranek do fasolki po bretońsku, po raz kolejny narażał się, że Fiskus zapuka do jego drzwi i upomni się o dotację - Niniejszy tekst pisany jest 6 kwietnia i w tym momencie bary mogą już od sześciu dni doprawiać potrawy tak „wyrafinowanymi” składnikami jak liść laurowy lub kminek. Jednak po raz kolejny wiele z nich zostało zamkniętych, a kolejne z dotacji zrezygnowały. O co w tym wszystkim chodzi?...



Dlaczego bary mleczne?

Zdecydowałem się napisać o tym problemie, albowiem w mojej rodzinie od pokoleń jedną podstawowych zasad jest to, że powinno się bronić słabszych. Bary mleczne (i piszę tu o lokalach, gdzie człowiek znajdzie pełen przekrój społeczny, a ludzie przychodzą do niego, bo jest to dla nich jedyne miejsce, w którym dzięki dofinansowaniu państwa mogą zjeść ciepły posiłek) są w pozycji przegranej w walce z MF, które w Polsce, co pokazuje wiele przypadków, jest w stanie bardzo utrudnić życie.

Po drugie bary mleczne są w pewnym sensie ostoją polskiej kuchni. Jeżeli spojrzymy na jadłospis w takich lokalach, to znajdziemy tradycyjne polskie zupy, klasyczne dania obiadowe i standardowe dla naszego kraju dania jarskie. Zawsze zaskakuje mnie ilu cudzoziemców stołuje się w owych przybytkach - podejrzewam, że w tych placówkach znajdują coś, czego nie dostaną w drogich restauracjach czy gastronomicznych „sieciówkach” – domową polską kuchnię za racjonalnie niską cenę. Sam mam tak, że jeżeli w restauracji uda mi się namierzyć przyzwoity ozorek, to jest to wydarzenie i do tego nietanie. W barach mlecznych ozorek, to niemalże pozycja obowiązkowa! Powyższe obrazuje, iż szukając polskiej tradycji kulinarnej, warto uwzględnić także bary mleczne.

Po trzecie i chyba najważniejsze, w kraju w którym ponad 2,5 miliona osób żyje w skrajnym ubóstwie, a warunki życia ludzi starszych są zatrważające, powinien być wspierany każdy pomysł, który ma na celu poprawę jakości życia tych grup. Zwłaszcza, że mówimy tu o potrzebach podstawowych(!). Tymczasem ktoś z zacięciem godnym lepszej sprawy torpeduje działanie placówek, które często współpracują z Miejskimi Ośrodkami Pomocy Społecznej - czyli bezpardonowo utrudnia niesienie pomocy potrzebującym.

Po czwarte, najzwyczajniej w świecie sam jestem entuzjastą barów mlecznych. Kiedy ktoś pyta mnie o moje ulubione warszawskie restauracje i knajpy, zawsze w pierwszej 5 wymieniam „Bar Gdański” na ul. Andersa (który niestety z końcem maja zostanie zamknięty. Dlaczego? Nie wiem, ale mam zamiar przeprowadzić swoje śledztwo!). Można tam zjeść smacznie, tanio i szybko, bo Panie wydają dania momentalnie, a do tego są wiecznie uśmiechnięte! Na temat Baru Gdańskiego możecie przeczytać tu
(I piszę to będąc kucharzem, człowiekiem, który nie tylko wyniósł nauki o jedzeniu z domu, ale także uczył się gotowania w szkołach kulinarnych i restauracjach, nie tylko w Polsce).

Komu przeszkadzają bary mleczne?

Nie wiem, czy w MF jest jakaś grupa odpowiedzialna za bary mleczne? Bardzo chciałbym to wiedzieć (oraz czy są to osoby kompletnie pozbawione empatii? i nie potrafiące gotować??). Moim skromnym zdaniem, trzeba być człowiekiem bez serca aby swoimi działaniami utrudniać życie tym, którym i tak jest ciężko. Z kolei zakazywanie przyprawiania potraw wskazuje na kompletny brak zainteresowania kulturą kulinarną. Ja, dla przykładu, kompletnie nie znam się na mechanice i zapierałbym się rękoma i nogami aby wyznaczać w tej materii jakiekolwiek przepisy – nawet, gdyby oferowano mi za to solidne pieniądze. Jak widać dla osób z Ministerstwa brak wiedzy w jakiejś dziedzinie absolutnie przeszkodą nie jest. Czyż dla takich ludzi życie nie jest proste!? Byłoby super, gdybyśmy dowiedzieli się, kto jest odpowiedzialny za wprowadzane w życie buble prawne. Nie chodzi mi tu absolutnie o wyśmiewanie czy szydzenie z tych osób, a bardziej o to, że następnym razem mogliby się postarać bardziej. Może wzięliby do siebie słowa – „nie możesz pomóc, to przynajmniej nie przeszkadzaj”, nie tylko w zakresie barów mlecznych, ale także w zakresie wszelkiej materii, dotyczącej niesienia pomocy bliźnim.

Od wielu lat współpracuję z Federacją Polskich Banków Żywności i wiem jaką batalię stoczyły organizacje pozarządowe, aby darczyńcy przekazujący jedzenie byli zwolnieni z obowiązku płacenia podatku VAT. Dla działania tego typu instytucji, są to fundamentalne kwestie, a i tu Fiskus upierał się przez kilkanaście lat.

Mam nadzieję, że te „barowe” problemy, to zwykłe zagapienie, niedopatrzenie, a nie część większego planu. Bo komu przeszkadzają bary mleczne? Nie są specjalną konkurencją dla restauratorów, nie ciągną z budżetu wielkich pieniędzy (w 2014 roku – 20 mln złotych), a wykonują szereg pożytecznych działalności. Dlatego nie wiem, skąd to nagłe absurdalne interpretowanie przepisów przez pracowników Ministerstwa oraz niekorzystne zapisy w ustawach.

Pamiętajmy, że wszyscy się starzejemy, a życie bywa zmienne i niewykluczone, że kiedyś sami będziemy korzystać z usług barów mlecznych, o ile jakiekolwiek z nich zostaną. Zwłaszcza, że wiadomości odnośnie naszych przyszłych emerytur w większości nie nastrajają pozytywnie. Dlatego może warto zastanowić się, co możemy wspólnie zrobić, aby kolejne bary mleczne przestały znikać z kulinarnej mapy Polski. Za wszystkie merytoryczne sugestie i komentarze będę bardzo wdzięczny.
Trwa ładowanie komentarzy...